Krzysztof Skibiński - wywiad z fizjoterapeutą

Zafascynowani fizjoterapią, odc. 18 – Krzysztof Skibiński

8

5714

Wywiad z fizjoterapeutą Krzysztofem Skibińskim

 

Cześć, Krzysiu! Na początek powiedz nam kilka zdań o sobie, gdzie mieszkasz i czym się aktualnie zajmujesz?

 

Hej Acuski! Aktualnie urzęduję w Poznaniu. Chwilowo nie prowadzę gabinetu z kilku względów logistycznych. Niebawem jednak powinno się to zmienić. Można powiedzieć, że moją uwagę skupiają teraz dwa najważniejsze zajęcia. Jednym z nich jest współpraca z Reprezentacją Polski w Rugby na Wózkach, w której pełnię funkcję fizjoterapeuty. Oprócz tego poświęcam się prowadzeniu projektów badawczych związanych z Medycyną Manualną wg. Radosława Składowskiego, ze szczególnym naciskiem na pinoterapię. W ramach tych działań prowadzimy prace z zakresu anatomii sekcyjnej, stopniowo wdrażamy czynności badawcze oraz opracowujemy pewne kwestie związane z naukową literaturą.

 

Czy jako dziecko marzyłeś o tym, aby być fizjo czy przyszło to spontanicznie? A może była jakaś osoba, która naprowadziła Cię akurat na tę drogę? 

 

To jest szalenie długa historia! Gdybym chciał tu opowiedzieć całą, to obawiam się, że byłoby to ostatnie pytanie, które zmieścilibyście we wpisie. Natomiast mogę w skrócie powiedzieć tak:

Mniej więcej na przełomie pierwszej i drugiej klasy liceum pojawiła się we mnie nieodparta chęć leczenia ludzi, pomagania im przy ich chorobach i dysfunkcjach. Wówczas byłem przekonany, że takimi rzeczami zajmuje się tylko lekarz. Decyzja była więc tylko jedna: porządnie napisana matura i kierunek lekarski! Zrządzenie losu, czy inna tego typu anomalia spowodowało, że na lekarski zabrakło mi maturalnych punktów. Planem B była fizjoterapia na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Warto wspomnieć, że w tamtym czasie gwałtownie wzrastało moje zainteresowanie ruchem i anatomią. Pasjonowały mnie (i pasjonują do dziś) sztuki walki, czy tzw. ruch naturalny lub z angielskiego „movement culture”. Fizjoterapia zatem nie była karą, ani porażką – była po prostu odrobinę inną ścieżką. Mniej więcej na wysokości maja, czyli 2-go semestru studiów nastąpił przełom. Nie mamy czasu się tutaj nad nim dokładnie rozwodzić, natomiast mogę powiedzieć, że w bardzo krótkim okresie czasu spotkałem na swojej drodze ludzi, którzy odmienili moje rozumienie fizjoterapii. Otrzymałem ostatni element układanki, którego najprawdopodobniej brakowało mi w liceum. Zrozumiałem bowiem, że to nie tylko lekarz jest osobą, która leczy i daje pacjentom szansę na życie w zdrowiu… Pokazano mi, jak może to robić fizjoterapeuta. A więc zostałem i uważam, że była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu!

 

Czyli nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło 🙂 Zdradź nam jakie są Twoje największe osiągnięcia?

 

Nie lubię się chwalić. Staram się rozpatrywać wszystko, co mi się przydarza/co robię, jako pewne ciągi zdarzeń, z których każde zasługuje na analizę, wyciągnięcie pozytywnych lub negatywnych wniosków i z tymi wnioskami wykonanie kolejnego kroku w przód. Jeśli już muszę podać jakieś osiągnięcie, to jest nim mentalne dotarcie do zdania powyżej.

 

Czy masz jakiś szczególny cel związany z Twoim zawodem, który chciałbyś osiągnąć w najbliższym czasie?

 

Coś by się pewnie znalazło, ale nie chciałbym ich teraz zdradzać. Albo może inaczej. To wszystko, co mam właśnie na myśli to nie są cele same w sobie. Są to tylko środki, które prowadzą do jednego celu: pogłębianie wiedzy, rozwój i bycie coraz lepszym terapeutą. No brzmi to patetycznie i ktoś mógłby powiedzieć, że to takie typowe czcze gadanie. Ale tak właśnie jest. Chcę się rozwijać, więcej wiedzieć i wykonywać maksymalnie skutecznie swój zawód. Tak jak powiedziałem, wszystkie projekty, wszystkie plany i przedsięwzięcia w najbliższym czasie – to tylko środki do dalekosiężnego celu, który może się zresztą okazać nieosiągalny. I to jest dopiero fascynujące!

 

Wiemy, że asystujesz przy szkoleniach z pinoterapii. Czy możesz wyjaśnić naszym czytelnikom fenomen tej metody i powiedzieć jakie są różnice pomiędzy narzędziami używanymi w tej technice?

 

Kurcze. Nie wiem czy w kliku zdaniach potrafię. Ale spróbuję!

Przede wszystkim wolałbym unikać słowa fenomen. Łatwo się domyślić, że jestem w tej materii dość stronniczy, a więc ocenę fenomenalności metody wolałbym pozostawić opinii publicznej terapeutów i pacjentów. Mogę natomiast z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, co ja osobiście uważam w tej koncepcji za wartościowe i ważne. Jest to przede wszystkim pewien sposób spojrzenia na człowieka i procesy mogące warunkować szeroko rozumiane „zdrowie” lub szeroko rozumianą „chorobę” organizmu. Fascynuje mnie to, w jaki sposób twórca i równocześnie mój Nauczyciel – Radosław Składowski zebrał swoje medyczne obserwacje tworząc z nich pewne niezwykle logiczne (w mojej opinii) ciągi procesów i schematy ludzkich zachowań, prowadzące do takich, a nie innych zaburzeń homeostazy ustroju. To, jakie rozwiązania tych zaburzeń zaproponował pozostaje nie mniej fascynujące. Dla mnie jest to prawdziwe, logiczne oraz niezwykle mocno osadzone w naukach podstawowych, tj. anatomia, fizjologia, biochemia, neurofizjologia. W wielu miejscach jest oczywiście również nowatorskie, przełamujące pewne utarte schematy. Pinoterapia często zmusza więc do zupełnie nowego podejścia do pacjenta. Podejścia, którego nie uczą na studiach, a które często w przebiegu terapii okazuje się nad wyraz słuszne.

Co do narzędzi, to należy się im przede wszystkim krótkie sprostowanie. Piny i katy nie są klasycznymi narzędziami służącymi do tzw. terapii narzędziowej tkanek miękkich (ang. Instrumental Assisted Soft Tissue Manipulation – IASTM). Praca tymi narzędziami wywodzi się z zupełnie innej idei. Polega ona na osiąganiu pewnych specyficznych reakcji organizmu, najczęściej na poziomie neurofizjologicznym (choć nie tylko), w oparciu o znajomość zależności pomiędzy układami struktur anatomicznych tj. choćby więzadła, czy przyczepy ścięgien do kości. Nie mówimy tu więc o czymś w stylu „masażu narzędziem” lub mechanicznym rozluźnianiu mięśni. Kompletnie nie tędy droga, do zrozumienia istoty pracy tymi narzędziami.

 

Dla przeciętnego czytelnika fizjoterapia to głównie masaż. Co sądzisz o tym stwierdzeniu? Czy według Ciebie rośnie świadomość społeczeństwa na temat tego, że fizjoterapia jest dobra niemal na wszystkie dolegliwości?

 

Świadomość rośnie. I to w zastraszającym tempie, co niezmiernie mnie cieszy. Ogromnym wysiłkiem wielu fizjoterapeutów i marek w branży (tak, tak Acus Medzie, mówię tutaj również o Was) udaje się osiągnąć coraz to lepsze rozumienie znaczenia fizjoterapii wśród pacjentów. Dlaczego? Bo coraz więcej pacjentów znajduje u nas pomoc, której na próżno szukali przez wiele lat. Przychodzą z wieloletnim bólem – wychodzą bez. Przychodzą bez funkcji – wychodzą z. I nie ma tutaj mowy o „głównie masażu”, bo nie tym się zajmujemy. Zajmujemy się medycyną. A chyba nie muszę nikogo przekonywać, że to dość rozbudowana i skomplikowana gałąź wiedzy. A jak gałąź rozbudowana, to i możliwości wiele. Szkoły, koncepcje, podejścia, modele… Studiujemy medycynę, studiujemy historie chorób naszych pacjentów. I w ramach tej właśnie pracy dzień za dniem dostarczamy dowodów na to, jak wieloma sposobami możemy nieść ulgę i pomoc pacjentom. Nierzadko przy współpracy Koleżanek i Kolegów po medycznym fachu. O tym nigdy nie wolno nam zapominać! 

 

Co jest podstawą dobrej terapii według Ciebie?

Bardzo trudne pytanie, ale myślę, że poniekąd już na nie odpowiedziałem powyżej. Dla mnie podstawą dobrej terapii jest empatia i oddanie się pacjentowi, oczywiście przy zachowaniu granic etyki i zdrowego rozsądku. Bez chęci realnego zrozumienia problemu pacjenta nawet najobszerniejszy wachlarz szkoleń, technik i metod diagnostycznych nie przełoży się na dobrze wykonaną terapię. Każdy pacjent powinien być dla mnie historią, w której chcę uczestniczyć, i w której chcę odcisnąć swój ślad tak, by dalszy ciąg tej historii mógł być pozytywny już bez mojego udziału. Tym „pozytywnym śladem” jest oczywiście zdrowie lub droga do zdrowia, jaką zaproponuję pacjentowi. Nie liczy się zatem to, jak szybko lub spektakularnie pomogę pacjentowi, lecz to, czy zrozumiem jego opowieść na tyle dobrze, że jej kolejne rozdziały będą po prostu lepsze od poprzednich.

 

Co Cię najbardziej irytuje/denerwuje podczas pracy z pacjentami? Czy wpływa to na jakość przeprowadzanej terapii?

Moje zmęczenie. Jest to oczywiście coś, za co winę biorę w całości na siebie. Pęd życia, którego chyba wszyscy doświadczamy sprawia, że nie dla każdego pacjenta jestem mentalnie i fizycznie tak gotowy, jak bym chciał. Zawsze daję z siebie wszystko, natomiast wiem, że nie zawsze moja wydolność i percepcja są tak wysokie, jak być powinny. Wkrada się spadek skupienia, lekkie rozkojarzenie. Nie sądzę, że jakość terapii przez to znacznie spada, natomiast nie wykluczam, że czasem mogę przez to zmęczenie pomijać pewne istotne elementy całej układanki, jaką jest diagnostyka i prawidłowo dobrana terapia. To z kolei może wydłużać cały proces pracy z pacjentem. A tego nie chcę. Mój pacjent zasługuje na powrót do sprawności/odzyskania funkcji/braku bólu tak szybko, jak to tylko możliwe. Jest to zazwyczaj taki wyrzut, który noszę w sobie jako terapeuta. Wiem, że to moim obowiązkiem jest zadbać o higienę własnego życia i pacjent nie powinien być tego ofiarą. Nie zrozumcie mnie przypadkiem źle – uważam, że każdy ma prawo do gorszego dnia i sytuacji losowych – ja również. Mówię o czystym zmęczeniu wynikającym z faktu, że być może gdzieś w ciągu dnia/tygodnia/miesiąca/roku to ja nie dałem sobie tyle odpoczynku, ile należy.

 

Co tydzień na grupie “Pogadajmy o fizjoterapii” pojawiają się wpisy Twojego autorstwa.  Możesz powiedzieć nam z jakich materiałów najczęściej korzystasz? Czy Takie artykuły wymagają od Ciebie dużego zaangażowania?

 

Zacznę od końca – wymagają zaangażowania. I to ogromnego! Zazwyczaj nie uznaję półśrodków i staram się wykonywać swoją pracę albo na 100% albo wcale. Przy okazji jestem perfekcjonistą w kwestii sztuki pisania (choć mojego pisania z pewnością sztuką nazwać nie można). Fakt – cotygodniowa forma wpisu ogranicza moje możliwości twórcze i nie zawsze te wpisy są tak dopieszczone, jak bym chciał. Tym niemniej, znalezienie ciekawego artykułu, analiza jego treści, metodyki oraz wniosków, a później przełożenie tego na język polski i w miarę przystępny Czytelnikom Grupy – to zdecydowanie wymaga zaangażowania. Niejednokrotnie zresztą zdarza się tak, że pod koniec czytania jakiegoś artykułu uznaję, że nie jest on wystarczająco ciekawy i rozpoczynam poszukiwania od nowa. Gdzie szukam? Wszędzie 🙂 Wszystkie dostępne bazy medyczne, czasopisma naukowe i popularnonaukowe. Inspiracji szukam w książkach, wśród pacjentów, w dyskusjach z kolegami po fachu.

 

Skoro mowa o książkach, jakie poleciłbyś na początek przygody z fizjoterapią? Czy według Ciebie jest jakaś pozycja, która powinna znaleźć się na półce każdego fizjoterapeuty?

 

Pytanie klasyk! Anatomia, fizjologia, anatomia palpacyjna… Tylko, że to polecają wszyscy. I ja się zgadzam, Drogi Rozpoczynający przygodę z fizjoterapią Czytelniku, że wiedza z tych dziedzin to podstawy, które musisz posiąść. Przypuszczam natomiast, że nazwiska takie jak Bochenek, Reicher, Konturek, Netter, czy Muscolino są Ci znane (jeśli nie, to biegiem do biblioteki!). Nie chcę ich tutaj po raz kolejny powielać i opisywać, co w nich można znaleźć. Dlatego chciałbym, korzystając z okazji, pójść w nieco innym kierunku. Mianowicie, uważam że poza czystą nauką z fachowej literatury, wszystkim zawodom medycznym potrzebna jest również ogólna wiedza o medycynie.  Tutaj z pomocą przychodzi choćby taki klasyk, jak Jürgen Thorwald i jego „Stulecie chirurgów”. Wiem – średnio to oryginalne, bo ten tytuł przewija się ostatnimi czasy wszędzie, tak samo jak nazwisko autora. Książka jest w zasadzie zbiorem zapisków pochodzących z XIX w. i stworzonych przez naocznego świadka wydarzeń uznanych za przełomowe dla rozwoju chirurgii, a tym samym całej współczesnej medycyny, która mocno chirurgią stoi. Są to opowieści dające obraz zarówno geniuszu, jak i absurdów tkwiących w medycynie i świecie naukowym. Dla mnie, jako osoby również zajmującej się po trosze nauką, mechanizmy opisywane w tej książce były oszałamiające! Moim zdaniem kluczową dla zrozumienia współczesnej medycyny i środowisk medycznych jest właśnie ich historia. Kierunki, z których się owe środowiska i wielkie myśli wywodzą. Dlaczego „to” uznano za ważne i wyniesiono na piedestał, a „tamto” zepchnięto na najniższe półki najbardziej zapomnianych bibliotek. No i pytanie: czy „to” rzeczywiście było słuszne, a „tamto” godne pogardy i odrzucenia?

Moim zdaniem takie lektury i takie pytania rozwijają nas jako szeroko pojętych medyków. Pozwalają spojrzeć szerzej. I właśnie do tego „szerzej” proponowałbym dążyć.

Mam świadomość, że to nieco mało standardowa i enigmatyczna odpowiedź na zasadniczo proste pytanie. Ale nie mogłem się powstrzymać. Jeśli Czytelnik sobie zażyczy, to mogę to odpowiedź rozwinąć 🙂

 

Bardzo dziękujemy za udzielenie wyczerpujących odpowiedzi na nasze pytania!
Do następnego! 🙂

Jak bardzo podobał Ci się ten wpis?

Kliknij na gwiazdkę aby ocenić

Średnia ocena 4.7 / 5. Liczba głosów: 6

Brak głosów. Oceń jako pierwszy!

AcusMed Blog

To nasi specjaliści od wyboru odpowiednich produktów do rehabilitacji sportowej, akupunktury, kinesiotapingu i nie tylko. Rozwiewają wątpliwości oraz podsuwają cenne wskazówki i ciekawostki na temat fizjoterapii.

Wspomagaj się wiedzą innych, bądź na bieżąco!
Dołącz do Facebookowej grupy "Pogadajmy o fizjoterapii"


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *